piątek, 19 kwietnia 2019

USA - dzień 10. Universal Studio!

Czas na spełnienie marzenia - tych młodszych i tych starszych! Zarzucę Was zdjęciami, choć klimatu tego miejsca nie oddadzą żadne zdjęcia i film. 
Zostawiliśmy samochód w miejscu naszego noclegu a gospodyni zawiozła nas do parku. Od pierwszej chwili byliśmy pod wielkim wrażeniem! Wszystko jest dopracowane w najmniejszych szczegółach, tu po prostu chce się zamieszkać ;) Atrakcji jest ogrom, kolejki nie były tragiczne, choć w niektórych miejscach trzeba było trochę postać (Harry Potter, Minionki). Czekanie w kolejce umila fakt, że na trasie jest masa ozdób, dekoracji w klimacie danej atrakcji. Dla mnie mistrzostwo :)













Szczęśliwy fan Harrego Pottera :) 






Universal Studio Tour - warto się załapać! Przejażdżka po studio filmowym i można podziwiać:

- kultowe samochody, które grały w filmach







- gotowe scenografie filmowe



- tu mały pokaz efektów specjalnych - powódź



- trzęsienie ziemii w metrze


- atak rekinów ;)



- Wisteria Lane!





- wrak samolotu po katastrofie



I wracamy na atrakcje








Pokaz specjalny "Waterworld"  - coś niesamowitego! Skutery, walki a nawet lądowanie samolotu na wodzie. Siedzieliśmy na samym przodzie, w efekcie czego po pokazie byliśmy wyjątkowo mokrzy.





Czas na Minionki!





O! Tak wygląda kolejka do Minionków:






O ile po prysznicu w Waterwold niektórzy nie byli zbyt szczęśliwi to nagle na wodnym placu zabaw cała trójka chętnie wskoczyła do wody :)





Na każdym kroku można spotkać ciekawe postaci:









Wracamy do Harrego Pottera - spotkanie z Olivanderem przed nami:







W poczekalni u Olivandera:


No i niesamowite przeżycie dla Franka - Olivander wybrał Frania do małego pokazu i dopasował dla niego różdżkę :) Były dzikie odgłosy, mruganie świateł, rozbłyski - aż znalazła się ta idealna.... którą można było następnie kupić w sklepie za ścianą ;) W takiej sytuacji nie mogliśmy tego nie zrobić. 





Różdżka miała wbudowany jakiś mechanizm i wybranych miejscach świata Harrego Pottera można było rzucać nią zaklęcia i wystawy sklepowe ożywały :)




















Na koniec Franek, Krysia i ja załapaliśmy się na pokaz świateł w Hogwarcie a Marek razem ze zmęczonym Jankiem pojechał autobusem po samochód. Nie obyło się bez przygód, musieli iść drogą naookoło, Janek zasnął w autobusie i Marek musiał go nieść ;) Ale w końcu mocno wyczerpani, ale i bardzo szczęśliwi wróciliśmy na nocleg.