Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albania. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Albania. Pokaż wszystkie posty

środa, 22 lipca 2015

Albania & Grecja - Dzień 12. Grecja wita nas!


Rano przez chwilę nachodzi nas myśl, że może by zostać w Albanii na całe 4 tygodnie i zrezygnować z Grecji? Dzieci by się ucieszyły... ale nasza dusza Szwendaczy robiłaby nam wyrzuty przez cały rok. Zbieramy więc bagaże do samochodu i jedziemy na ostatnie śniadanie na plażę. Krysia wręcza Kristinie drobny prezent na pamiątkę, potem dzieci wypisują jeszcze pocztówki i ruszamy. Kristina bardzo zasmucona, nie jest w stanie nam pomachać, moje serce pęka, bardzo zżyliśmy się z nią, towarzyszyła nam od rana do nocy, dzieci ją uwielbiają. Krysia płacze. Trudne rozstanie. 








Po drodze robimy krótki postój w Sarandzie na ostatnie zakupy w Albanii - kupujemy rzeczy, które mogą nam się jeszcze przydać w Grecji - tam ceny będą o wiele wyższe. No i obowiązkowo lody. Jasiek jak na Szwendacza przystało wciąga lody jak szalony. Na starszaki został nałożony obowiązek odprowadzania "podatku lodowego" dla Jasia :) średnio im się to podoba, bo Młody odgryza spore kawałki :)







Przekraczamy granicę i ruszamy na południowy wschód, w stronę gór. Czeka na nas Magda, która to namówiła nas na Grecję (pierwotnie miały być Włochy - promem z Sarandy). Magda jest w domku letnim w górach, w wiosce Zitsa, jedenej z najpiękniejszych jakie dane nam było zobaczyć :)

Po drodze - Country Woman Monument - boski!!!




Tak nas witają góry



I już u Magdy - czeka na nas pokoik (z klimatyzacją!!!!! <3) i... kolacja. Musakas - moja miłość! Do tego papryka, pomidory - mniam!!!!! A po zmroku arbuz na tarasie i dłuuuugie rozmowy :) Franek i Krysia bawią się z Kasią, długo wybierają bajkę na dobranoc a potem zasypiają błyskawicznie.











wtorek, 21 lipca 2015

Albania - Dzień 10 & 11 Jeszcze w Albanii

Teoretycznie dziś mieliśmy wyjeżdżać do Grecji.... Ale trudno nam się zebrać, Krysia na każde wspomnienie, że jedziemy dalej mocno protestuje. Dziś rano bardzo się rozpłakała. Po naradzie postanawiamy zostać jeszcze do jutra i .... zostajemy jeszcze dłużej :) 

Wybieramy się jeszcze na jedną wycieczkę - do wioski Tragjas, na północ od Orikum. Za obecną wioską, na szczycie wzgórza znajdują się ruiny starej wioski, spalonej w czasie II wojny światowej. Można pochodzić po ruinach, są bardzo dobrze zachowane, niektóre budynki mają zachowane piwnice, układ pomieszczeń. Niestety temperatura tego dnia przekroczyła 40 stopni C a w drodze na wzgórze Jaś i Krysia zasnęli. Zostaje więc z nimi w cieniu, przy samochodzie. Reszta wybiera się na zwiedzanie, ale dość szybko wracają. My zjeżdżamy pierwsi, bo Jaś robi się  niespokojny, docieramy do pokoju na chwilę odpoczynku. Dłuższą chwile potem do pokoi wraca cała reszta naszych towarzyszy .... w jednym samochodzie... W Pawła samochodzie najpierw przebiła się opona, więc musieli założyć "dojazdówkę" (w 40 st C !!!) a chwilę potem kamienie na drodze uszkodziły misę olejową... Samochód musiał zostać odstawiony do naprawy, na szczęście w Orikum jest mechanik :)

Wieczór znów spędzamy na plaży. Ciężko nam będzie stąd wyjechać...






Best Friends Forever <3 :)

















niedziela, 19 lipca 2015

Albania - Dzień 9. Leniwie

Któregoś dnia wpadliśmy na pomysł, żeby wynająć łódź i opłynął półwysep Karaburun. Poszukiwania łodzi oraz rozmowy z właścicielem trwają kilka dni. Choć trudno to właściwie nazwać rozmowami. Pytamy, mówimy czego oczekujemy, dostajemy potwierdzenie a potem... okazuje się, że a) drożej b) krócej c) mniej d) wszystkie powyższe. Starym dobrym sposobem rezygnujemy a do negocjacji wracamy po dwóch dniach. Jakoś się udaje. Płyniemy. Zostawiam aparat z obawy przed utopieniem czego bardzo szybko żałuję :( Na łodzi ciasno ale przyjemnie. Jasiol utulony kołysaniem zasypia, dzieci zachwycone wyglądają przez burtę. Dopływamy do plaży, jest cuuuuudownie! Krystalicznie czysta woda, pomost, kilka leżaków, brak innych ludzi. Zostajemy na 2 godziny. Dzieci skaczą z pomostu, nurkują, obserwują pod wodą ryby i jeżowce (niestety). Potem zjadamy arbuza i wracamy, ale robimy jeszcze jeden postój - na pełnym morzu. Niektórzy ;) wskakują na chwilę do wody, żeby poczuć dreszczyk grozy :)

Po powrocie okazuje się, że właściciel chce od nas dodatkowych pieniędzy i jest na nas mocno zdenerwowany - twierdzi, że go oszukaliśmy... Nie wierzy, że Filip ma tylko 17 lat i chce żebyśmy zapłacili za niego jak za osobę dorosłą. Na szczęście nasi gospodarze pomagają nam rozwiązać ten problem. 

I tak mija nam kolejny dzień :) 


[zdjęcie z aparatu Lidki]

[zdjęcie z aparatu Lidki]



"nasza" restauracja





sobota, 18 lipca 2015

Albania - Dzień 7&8. Vlore & zachody słońca

Zabawa z Kristiną zostaje włączona na stałe do naszego programu. Kristina czeka na nas przed śniadaniem, je z nami przy stole, wychodzi z nami na plażę. Coraz lepiej się dogaduje z naszymi dziećmi, Kristina uczy się od nas polskiego, my uczymy się od niej albańskiego. Krysia jest przeszczęśliwa, że ma koleżankę. 
Gdy wybieramy się na krótką wycieczkę do Vlore zabieramy ją też z nami. We Vlore spacerujemy chłonąc klimat (gorrrrrrrrącooooooo!!!!!) i szukamy lokalnego bazarku. 













Bardzo nas zafascynowała ta kolorowanka :) Aż żałuję, że nie kupiliśmy!!!!




Na lokalnym bazarku, owoce, warzywa, czapki, oliwa, rakija, szwarc mydło i powidło. Cudnie!










Kupujemy arbuza? Obowiązkowo! Owoce w Albanii - arbuzy, melony, winogrona, na jesieni mandarynki i pomarańcze - smakują zupełnie inaczej niż w Polsce. Słodkie, soczyste, ach, już tęsknię!













Po kolacji koniecznie partyjka szachów lub gra w karty (w wojnę). Kristina szybko załapała zasady :)





Chyba widać, że dzieci czuły się tu swobodnie? Franek i Pappi <3




Cudowna Jasmine, którą Jasio uwielbiał :) Dzięki niej mogłam zjeść spokojnie niejeden posiłek :)





A po kolacji jeszcze jedno wyjście na plażę - na kąpiel i kajak. Bosko!



















Po wieczornej kąpieli Marek rozkłada na plaży namiot, w którym kładą się wszystkie dzieci (no prawie, dwójka najmłodszych wraca z nami do pokoi). Marek zajmuje miejsce na leżaku obok namiotu. Jest przygoda!