Rano przez chwilę nachodzi nas myśl, że może by zostać w Albanii na całe 4 tygodnie i zrezygnować z Grecji? Dzieci by się ucieszyły... ale nasza dusza Szwendaczy robiłaby nam wyrzuty przez cały rok. Zbieramy więc bagaże do samochodu i jedziemy na ostatnie śniadanie na plażę. Krysia wręcza Kristinie drobny prezent na pamiątkę, potem dzieci wypisują jeszcze pocztówki i ruszamy. Kristina bardzo zasmucona, nie jest w stanie nam pomachać, moje serce pęka, bardzo zżyliśmy się z nią, towarzyszyła nam od rana do nocy, dzieci ją uwielbiają. Krysia płacze. Trudne rozstanie.
Po drodze robimy krótki postój w Sarandzie na ostatnie zakupy w Albanii - kupujemy rzeczy, które mogą nam się jeszcze przydać w Grecji - tam ceny będą o wiele wyższe. No i obowiązkowo lody. Jasiek jak na Szwendacza przystało wciąga lody jak szalony. Na starszaki został nałożony obowiązek odprowadzania "podatku lodowego" dla Jasia :) średnio im się to podoba, bo Młody odgryza spore kawałki :)
Przekraczamy granicę i ruszamy na południowy wschód, w stronę gór. Czeka na nas Magda, która to namówiła nas na Grecję (pierwotnie miały być Włochy - promem z Sarandy). Magda jest w domku letnim w górach, w wiosce Zitsa, jedenej z najpiękniejszych jakie dane nam było zobaczyć :)
Po drodze - Country Woman Monument - boski!!!
Tak nas witają góry
I już u Magdy - czeka na nas pokoik (z klimatyzacją!!!!! <3) i... kolacja. Musakas - moja miłość! Do tego papryka, pomidory - mniam!!!!! A po zmroku arbuz na tarasie i dłuuuugie rozmowy :) Franek i Krysia bawią się z Kasią, długo wybierają bajkę na dobranoc a potem zasypiają błyskawicznie.


















































































