poniedziałek, 1 lipca 2013

Albania - dzień 1. Wyjeżdżamy

No tak. Jak zwykle bez przygód nie mogło się obyć. Mieliśmy wyjechać już 3 dni temu, ale Franka rozłożyła wysoka gorączka. Zrobiliśmy podstawowe badania i czekaliśmy na poprawę. Niedziela była już bez gorączki, więc dziś ruszamy!

Ale nie ma łatwo. Wstajemy wprawdzie wcześnie rano, szybko dopakowujemy ostatnie rzeczy do bagaży, ale zostaje jeszcze kilka spraw do załatwienia - między innymi odebrać Krysi paszport (brak aktualnego przesunął nam dzień wyjazdu o półtora tygodnia!), zanieść sąsiadom klucze, zapakować bagażnik, pozamykać ostatnie przedurlopowe sprawy...

Jeszcze nie wiemy gdzie spędzimy ten miesiąc. Może Albania z Grecją? A może wyprawa dookoła Włoch? Nie mamy rezerwacji, biletów. Mamy mapę, przewodnik i głowy na karku. W bagażniku namiot i śpiwory. W schowku 3 płyty z "Pippi Pończoszanką" - audiobook czytany przez Edytę Jungowską. Przyda się przy dłuższych przejazdach. Dzieci zapakowały po małym plecaczku zabawek, ale przewiduję, że tak jak w ubiegłym roku najbardziej wartościowymi zabawkami będą patyki, kamienie, kwiaty, wiaderka. Przydadzą się jeszcze gry rodzinne na wieczory i książki do czytania na dobranoc. Zabieramy też piłkę i latawiec.

Udaje nam się wyjechać około 13tej. Kierunek - Olkusz i spotkanie z dziadkami. Tu czeka nas też pierwszy nocleg. Dojeżdżamy na miejsce o 16.30 (po trzech milionach zadanych pytań "Mamooooooo! Kiedy będziemy u Dziadków??"). Dzieciaki szaleją z babcią i dziadkiem, podbijają osiedlowy plac zabaw, ja ewakuuję się do kosmetyczki na przedurlopowy relaks ;)

Około 17.30 dostaję z centrum medycznego telefon, z informacją, że Krysia ma złe wyniki moczu i że jak najszybciej mamy się skontaktować z lekarzem. Robimy małe rozeznanie i okazuje się, że na szczęście może nas przyjąć lekarz w Olkuszu, umawiamy zatem wizytę na kolejny dzień. Mam nadzieję, że to jednak nic poważnego i że wyruszymy tak jak planujemy. A dokąd? To jeszcze nie ustalone. 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz