piątek, 31 sierpnia 2012

Kazachstan - dzień 2. chorobowo i Ałma-Ata męskim okiem ;)

Moja infekcja się nasila, zaczęłam antybiotykoterapię, bo w poniedziałek MUSZĘ być na nogach. W związku z tym dziś spędziłam dzień w łóżku, pół dnia przespałam, potem się wygrzewałam. Marek wybył na zakupy i rekonesans. Przyniósł trochę zdjęć.


Większość ulic w Alma-Ata to ulice co najmniej dwu-, trzy-pasmowe. a widzieliśmy nawet taką, która miała 9 pasów :-) naprawdę sporadyczne są uliczki jednopasmowe. 


Wzdłuż każdej ulicy która idzie prostopadle do gór jest taki kanałek. Większość z nich jest obecnie pusta. Podejrzewamy, że tędy spływa z gór woda w okresie deszczowym lub na wiosnę.



Jeśli chodzi o samochody to można tu spotkać zarówno zabytkowe wozy z poprzedniej epoki jak i naprawdę wypasione bryki. Dwa razy natknęliśmy się na Maserati. Zresztą widać ogromne dysproporcje w tym, jak ludzie tu żyją. Albo naprawdę "na bogato" albo... zarabiają wystawiając na ulicy wagę łazienkową i pobierając symboliczną opłatę, za możliwość zważenia się - jak poniżej.


Poniżej "Zielony bazar" - duże skupisko stanowisk targowych. Ze wszystkim. Od warzyw i owoców po sprzęt rtv.
Dla mnie zaskakujące jest, że tu jest naprawdę mało sklepów spożywczych. Bazary też nie są powszechne. Jest zielony bazar i chyba ze dwa inne, są 2 supermarkety, ale idąc większością ulic miasta nie spotykaliśmy sklepów spożywczych, ani warzywniaków, restauracje i bary też są skupione w jednej tylko części miasta.







A to wielki meczet. W tym meczecie modlą się już w kierunku... zachodnim, a nie wschodnim, przekroczyliśmy tę granicę :-)





Przy meczecie jest właśnie Zielony Bazar a potem uliczka, przy której spotyka się różne formy handlu - tu akurat pani sprzedaje mleko na kubeczki.



Takie przysmaki dostałam na kolację:

Ciasto podobne do francuskiego, w środku kapusta z mięsem. Pyszne!


 tu takie lekko drożdżowe ciasto, nadziewany mięsem - ten mi mniej smakował


Na koniec dnia zachód słońca widziany z naszego okna



Brak komentarzy:

Prześlij komentarz