środa, 29 sierpnia 2012

Kazachstan - dzień 0. Wyruszamy

Po wielu, wielu, wielu, naprawde wielu przeszkodach - udało się. Wyruszamy do Kazachstanu.

Tym razem bez Potworków. To była trudna decyzja, ale chyba słuszna. Z kilku powodów. Głownie dlatego, że to w dużej mierze wyjazd służbowy, będę prowadzić w Ałma -Ata szkolenie. Marek leci jako osoba towarzysząca. Ale wyjazd służbowy łączymy z turystycznymi wojażami, bo udało nam się znaleźć znacznie tańsze połączenia kilka dnie przed planowanym szkoleniem. Tak więc - Kazachstanie - nadciągamy.

Wczoraj (wtorek) dzieci odstawione do dziadków, szczęśliwe, że mają przedłużone wakacje. Widząc moje łzy w oczach, gdy odjeżdżają z naszego garażu Franek mówi:
- Nie płacz mamo, wrócimy!
A po chwili z samochodu dzwoni do mnie, mówiąc - Lubię Cię, Mamo, wiesz?
Kochany...

Na lotnisko trafiamy dwie godziny przed odlotem. Ja po drodze odbieram z biura płytę CD z materiałami na szkolenie, Marek utknął w korku. W biegu załatwiamy medyczne ubezpieczenie dla Marka i wypłacamy dolary na wizę.
Wylot z Warszawy liniami Aerosvit (Ukraińskie linie) trochę się opóźnia, ale jesteśmy na to przygotowani, opinie na temat tych linii nie są zachwycające, a ich wskaźnik punktualności odlotów wynosi 30%. Ale nie jest źle, tylko pół godziny.

Kolejny raz uświadamiam sobie, że nie lubię latać! Naprawdę, naprawdę, nie lubię latać! (Trochę kiepska ze mnie żona pilota, prawda?). A latanie z infekcją zatok jest tym bardziej nieprzyjemne...

Na lotnisku w Kijowie mamy przesiadkę, ale na samolot do Ałma-Ata musimy poczekać 2 godziny. Znajdujemy sobie miejsce, Marek przegląda internet na komórce (darmowe Wi-Fi) a ja walczę z infekcją, która z godziny na godzinę się zaostrza. Ciągłe zmiany temperatury w samolocie - sauna na przemian z lodówką - z pewnością nie pomogły.

Obserwuję biegające po lotnisku bliźniaki. Żywe srebra :-) Ganiają za nimi (chyba) dziadkowie i ledwo ogarniają towarzystwo :-) Dziewczynka zauważa poduszeczkę w kształcie owieczki na siedzieniu , pozostawioną chwilowo przez inną dziewczynkę i rekwiruje ją z uśmiechem. Przerażona babcia po chwili to zauważa, zabiera poduszkę i bezskutecznie próbuje zgadnąć czyja to zguba pytając wszystkie rodziny z dziećmi w okolicy :-) W tym czasie chłopczyk ucieka Dziadkowi ;-) Pomagam opiekunom rozwiązać zagadkę, za co mi mocno dziękują :-)

Lot do Kazachstanu jest spóźniony o godzinę, ale w końcu wylatujemy. Jest 23.00 czasu ukraińskiego, 22.00 polskiego. Lot zajmie 4 godziny i 15 minut, jak zapowiedział pilot a jak dolecimy to na miejscu będzie godzina... 6.30. Ciekawe jak zniesiemy tę różnicę czasu.


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz