Poranek zaczął się od kolejnej walki o ciepłą wodę, na szczęście po jakimś czasie się udało. Odświeżyliśmy się, zrobiłam małe pranie. Po obfitym śniadaniu (były płatki z mlekiem, co wywołało wielkie uśmiechy na twarzach dzieci) wybraliśmy się w stronę Petry, niestety pod bramą przywitał nas deszcz i jednak dość niska temperatura. Prognozy pokazywały, że kolejny dzień ma być zdecydowanie cieplejszy, dlatego stwierdziliśmy że dziś pojeździmy po okolicy i odpoczniemy. Ruszyliśmy w kierunku wschodnim, w stronę zamku Shobak. I tu - szok. Jesteśmy zaledwie 100km od pustyni, kilkanaście godzin temu było ponad 20 stopni, słoneczko, ciepło. A tu - zobaczcie sami
Zamek widoczny w tle, ale pogoda nie zachęca do wysiadania...
Podjechaliśmy na parking pod zamkiem i.... szybciej wsiadaliśmy do samochodu niż wysiadaliśmy. Okropny wiatr, deszcz i przejmujące zimno. A podejście pod zamek dość ostre wąską drogą, szczerze mówiąc bałam się, że nas po prostu zwieje....
Ruszyliśmy dalej odbijając na wschód i po zjechaniu w bardziej nizinne terytoria trafiliśmy już na lepszą pogodę. Pojechaliśmy jedną z główniejszych dróg na północ, po jednej i drugiej stronie było zupełnie płasko. Brak budynków, drzew. Pusto. Dzieciaki chciały bardzo coś zjeść a plecak z prowiantem został w bagażniku. Marek zatrzymał się na poboczu a ja otworzyłam drzwi, żeby wysiąść. Ale gdy tylko nacisnęłam klamkę wiatr z olbrzymią siłą otworzył drzwi z wielkim impetem tak, że miałam ogromny problem, żeby je zamknąć. Wiało tak, że nie odważyliśmy się wysiąść z samochodu...
Wróciliśmy do Wadi Musa, znaleźliśmy fajną restaurację ze znośnymi cenami i nawet właściciel dał nam zniżkę dla dużej rodziny ;) Powoli wróciliśmy do hotelu, przenieśliśmy rzeczy do nowego, mniejszego pokoju i relaksowaliśmy się przy grze i wspólnym oglądaniu filmu.









Brak komentarzy:
Prześlij komentarz