sobota, 20 stycznia 2018

Jordania - dzień 6. Petra


Czas na drugie podejście do Petry. Tym razem powitało nas słoneczko, choć było dość chłodno o poranku. Jeśli wybieracie się w to miejsce, to warto wiedzieć, że dzieci do 12 lat wchodzą za darmo, później płacimy pełną kwotę za ich bilet. A jako, że bilety tanie nie są - warto skorzystać póki mieszczą się w tej granicy wiekowej. Po zakupie biletu i zabraniu mapek zdecydowaliśmy się skorzystać z przejażdżki końmi (jest w cenie biletu, choć przewoźnicy oczekują napiwku). Na koniach można przejechać pierwszy odcinek - do wejścia do wąwozu Siq, potem już ruszamy pieszo, choć co kilka minut lokalni mieszkańcy proponują nam osiołka.






Dalej ruszamy już na nogach



System doprowadzania wody







Kolor skał i ich faktura jest zniewalająca!




Krysia najchętniej wspinałaby się na każdą skałkę



Jeszcze chwila i.....


JEST! Widok, na który czekaliśmy!




Skarbiec! Niesamowity widok, istne dzieło sztuki!



Mamy wyjątkowe szczęście, bo w styczniu -lutym nie ma tu tłumów.



Decydujemy się przejść jedną z tras dookoła Petry, wymaga troszkę wspinania się po skałach, ale damy radę. Widoki są niesamowite. Jaś mega dzielnie pokonuje stopnie, wspina się całkiem sam. 





Chwila odpoczynku i czas na zdjęcie jednej warstwy ubrania ;) 


W takiej chatce urzęduje Pani z córką, sprzedają tu ozdoby. Takich miejsc spotykamy kilka na trasie. 


Tu w najwyższym punkcie, z widokiem na główny plac Petry.



Troszkę wysoko :)



Krysia bardzo chciała się tu wspiąć - dziewczynka jej w tym pomogła. 






A to historyczne zdjęcie. Jakieś 10 minut po jego zrobieniu Krysia zorientowała się, że nie ma telefonu. Zaczęłam przeglądać zdjęcia na aparacie, żeby zobaczyć w którym momencie ostatnio go miała. I wiecie co? Telefon był dokładnie na tej półce skalnej :) 







Wnętrza grobowców:






I kolejne ważne miejsce dla Krysi ;) Nauczyła się tu, że gdy się robi zdjęcie to nie powinno się cofać do tyłu bez sprawdzenia co jest za plecami. Na szczęście dół-grób do którego wpadła był płytki... Ale strachu się trochę najadła...



Buty Marka były w coraz gorszym stanie. Dojrzał do decyzji, że trzeba oderwać podeszwę, bo nie spełnia już swojej funkcji. Chętnych na odrywanie i noszenie podeszwy było wielu :) Trzeba było ustalić kolejkę :)




Tu już zejście z naszej trasy. Chcieliśmy wybrać się w kolejną - tych tras jest kilka na terenie Petry, ale było zbyt duże ryzyko, że nie zdążymy zejść przed zachodem słońca. Trzeba będzie jeszcze kiedyś tu wrócić. 






I powrót. 

Na kolejną noc szukaliśmy noclegu gdzieś po drodze nad Morze Martwe. Liczyliśmy na jakiś hostel czy pensjonat przy drodze. Dość długo jechaliśmy szukająć jakieś rozsądnego miejsca, z pomocą przyszedł booking. Udało nam się w końcu znaleźć hotel przy drodze. Personel okazał się bardzo pomocny i przyjazny. Na naszą prośbę wymieniono nam pościel, a potem... przez 3 godziny próbowano sprawić, żebyśmy mieli ciepłą wodę. Po całym dniu chodzenia po Petrze bardzo nam brakowało prysznica. Udało się! Zmęczeni szybko zasnęliśmy. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz