Czekamy na Franka na parkingu za Rabką, wysiada uśmiechnięty, opalony, jakiś taki starszy mi się wydaje :) Ściskam go mocno.... na zdjęcie nie ma czasu, miejsca. Wsiada do samochodu i buzia mu się nie zamyka. Opowiada z przejęciem jak było, widać że emocje tryskają mu wręcz przez uszy. Dumna jestem z niego, dał sobie świetnie radę. Przywiózł pamiątki dla Krysi, Jasia, dla nas. Opalony, wybrudzony, pełen wrażeń i emocji. Dziecko szczęśliwe.
Jedziemy w kierunku granicy i na jednej z ostatnich stacji benzynowych czekamy na towarzyszy naszej wyprawy - kuzyn i kuzynka Marka z rodzinami. Chwila odpoczynku, lody dla dzieci i ruszamy w dalszą drogę.
Jedziemy przez Słowację, potem Węgry, postoje dyktuje głównie Janek. Ale dość dzielnie znosi podróż - bawi się, gada, podjada. Bardzo się ucieszył na widok Franka i co chwila śmieje się do niego i go zaczepia. Koło 18 na Węgrzech jeszcze robimy trochę dłuższy postój, żeby dzieci mogły zjeść zupę, zaczynamy też powoli szukać noclegu. Plan był, że dojedziemy do połowy Serbii ale niestety chyba się to nie uda.
Na booking.com znajdujemy dwa hostele w centrum Belgradu, ale proponują nam pokoje z innymi osobami, dzwonię więc do Asi, której mąż jest Serbem. Znajduje nam hotel między Novym Sadem i Belgradem i wysyła namiary na niego.
Granica z Serbią to pierwsza granica z kontrolą celną na naszej drodze, jest kolejka, sporo samochodów na rejestracjach z całej Europy. Wyjmuję Jasia z fotelika i "chodzi" sobie po całym samochodzie, śmieje się, zaczepia, wdrapuje się do Franka na kolana. Już po przekroczeniu granicy karmię go i jak tylko ruszamy od razu zasypia. Jest 21.30.
Dzwonię do hotelu znalezionego przez Alka, mają miejsca i proponują nam dobrą cenę. Znajduje się nawet ktoś, kto mówi po polsku. Teraz musimy "tylko" do niego dojechać. Krysia i Janek śpią. Franek po chwili też zasypia. Jedziemy autostradą w kierunku Novego Sadu, tuż przed mostem nad Dunajem mamy postój awaryjny - u Lidki i Andrzeja pojawił się problem ze skrzynią biegów, ale szybko udaje się go rozwiązać. Przejeżdżamy Dunaj, znajdujemy zjazd na Beśka, w miasteczku kierują nas w stronę hotelu. Tylko droga robi się coraz węzsza, przejezdzamy przez wal przy Dunaju i... dojeżdżamy do hotelu polozonego nad samym Dunajem. Troche pozniej niz informowalismy telefonicznie, ale udaje sie kogos znalezc i po chwili jestesmy juz w pokojach. Jasio spi, starszaki mają szybkie mycie i do łóżek. Gdy spoglądam ostatni raz na telefon jest 00:30.





Brak komentarzy:
Prześlij komentarz