czwartek, 23 lipca 2015

Grecja - Dzień 13. Joannina i łapanie prawdziwie greckich klimatów.

Szczerze mówiąc to nie pamiętam, kiedy mogłam tak długo pospać jak dziś. I w sumie nie wiem, czy przyczyniła się do tego klimatyzacja (w końcu ludzka temperatura w nocy), zmęczenie, czy fakt, że Jaś późno zasnął. W każdym razie jak się obudziłam było koło 9tej. Magda już zdążyła przynieść pyszne, pachnące pieczywo z piekarni. I wiecie co? Tego zapachu, smaku nie da się opisać ani pokazać na zdjęciach. Te bułeczki, pity, zawijańce były po prostu genialne! Nic do nich nie trzeba było dodatkowo. No może poza kawą. A Frappe greckie Magda robi wy-śmie-ni-te! Nauczyła mnie :) Kto był u mnie ostatnio ten wie ;) Nawet Marek, anty-kawosz od tego czasu robi sobie Frapkę po grecku :) 

Po śniadaniu wybraliśmy się nad rzekę na krótki relaksik. 











Było naprawdę gorąco, cień tych drzew i chłód od wody był zbawienny! Dzieci znalazły swój sposób na ochłodzenie :)












A potem wracamy na obiadek do Madzi, znów jest pysznie! Maluchy zaliczają drzemkę a starszaki hm... mają zabawę :)



















Z napełnionymi brzuszkami wybraliśmy się na zwiedzanie. Na pierwszy rzut - jaskinia Perama nieopodal Ioanniny. Madzia zostaje z Giorgosem, ja pakuję Jaśka w chustę, zabieramy też z nami Kasię i wchodzimy zwiedzać. W środku niestety nie można robić zdjęć. Po długim wstępie pani przewodnik (po angielsku i grecku), gdy już prawie rezygnuję i chcę wracać z Jasiem, który chciałby wyjść i pobiegać ;) wchodzimy głębiej. Pięknie tam jest, naprawdę! Kasia rozumie po grecku, Frankowi i Krysi tłumaczymy to co mówi pani przewodnik. Jest dość ślisko, Marek przejmuje Jasia, ja asekuruję dziewczynki, po chwili przewodniczka przejmuje Krysię i... Kasię bo obydwie bardzo tego chciały :) 

Po wyjściu z jaskini następuje mały szok temperaturowy :) Madzia kupuje dzieciakom pamiątki (Krysia i Kasia dostają identyczne serduszku na rzemyku, Franio brelok) i jedziemy do centrum Ioanniny. 


Obowiązkowo lody!










No i spacer po mieście :) foto-spacer ma się rozumieć :)














W drodze powrotnej mieliśmy zaplanowane wspólne zakupy ale... zgubiliśmy się. Magda pojechała, Marek musiał odebrać pilny telefon no i zniknął nam jej samochód... Gdy udało nam się odnaleźć drogę i Magdę miała już zakupy w samochodzie. A na kolację... zrobiła nam wspaniałą domową pitę z fetą <3 Do tego szaszłyki z baru w Zitsie, warzywa.... jestem w kulinarnym raju!!!!!


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz