piątek, 24 lipca 2015

Grecja - Dzień 14. Wąwóz Vikos


Wstajemy znów późno,  Jaś budzi się dopiero przed 9tą. Akurat chwilę wcześniej przyszedł kurier i przyniósł Madzi Heliosa. Testujemy ale coś nie gra, Marek pomaga go ustawić, okazuje się, że jest jakiś problem z adapterem, podpięty przez mojego działa poprawnie. Zamieniamy się więc adapterami. Idę jeszcze z Magdą do piekarni - cudowny zapach roznosi się już z daleka. Zachwyca mnie poranny klimat wioski - sporo ludzi, sklepy, jest cudownie. W piekarni wita nas dziewczyna o niezwyklej historii - prawniczka z Bostonu, która poznała chłopaka stąd przez internet, przyjechała do niego i została. Zalożyła tu biblioteko - księgarnie, organizuje zajęcia dla dzieci. A do południa pracuje u teściów w piekarni. 

Pakujemy torby do samochodu, Magda obdarowuje nas wielką torbą z oliwą, papryką i zawijaskami ryżowymi. Mniam! Do tego reklamówka wypieków :) z głodu nie umrzemy :)

Jedziemy w kierunku parku narodowego, najpierw wioska Vikos i zachwycający widok, cudowa wioska, klimatyczni, nastrojowo, bardzo spokojnie. Lokalna tawerna, kawiarnia, kościół i kilka domków. Pięknie przygotowany taras widokowy.








Zachwyceni jedziemy dalej, obejrzeć wąwóz z innych stron. Najpierw jedziemy w kierunku Megalo i Mikro Papingo - to dwie biźniacze wioski. W przewodniku odnajdujemy, że po drodze do nich znajdują się tzw. skalne baseny, miejsce nie oznaczone, trzeba w określonym miejscu przy drodze zaparkować i podejść kawałek drogą wzdłuż strumienia. A na miejscu - CZAD!!!!!! 





Same wioski Papingo oglądamy tylko z samochodu, są bardzo urokliwe, ale postanawiamy pojechać dalej, zobaczyć wąwóz od innej strony.



na parkingu :) taki gość :) miałam problem z wyjściem z samochodu :) tu już kolejny taras widokowy - Oksia. Widoki zapierały dech!





Nieopodal, w okolicach wioski Kiki są zachowane kamienne mosty.







i wszyscy razem :)




Na koniec podjechaliśmy jeszcze w jedno miejsce z tarasem widokowym - Baloi, ale niestety samochód sprawił nam psikusa, coraz częściej pojawiały się problemy z wstecznym biegiem. Tym razem nie udało się go wbić, poprosiliśmy o pomoc lokalsów i zdecydowaliśmy zjechać trochę bliżej cywilizacji i warsztatów, na wszelki wypadek. Zaczęły się poszukiwania noclegów, chcieliśmy jeszcze gdzieś w okolicy przenocować, po przewertowaniu przewodnika znaleźliśmy namiar na hotel w Ano Pedina. Po drodze jeszcze podziwialiśmy z daleka burzę z piorunami nad szczytami gór :)

A co robią dzieci jak dojadą do hotelu? :)


1 komentarz:

  1. No i widzisz Kasia, od Ciebie sie dowiedzialam o basenach!!W przyszlym roku pojedziemy koniecznie!

    OdpowiedzUsuń